wtorek, 6 marca 2012

nyan muffins! :D

Ostatnio dzieje się stanowczo zbyt wiele i to na dodatek zbyt wiele przyjemnych rzeczy. Ale absolutnie na to nie narzekam.
To takie wspaniałe mieć świadomość, że spędziło się kolejny radosny i aktywny dzień, wśród wspaniałych ludzi i robiąc po prostu coś fajnego! Czuję, że odżyłam i gdy już nikt nie ma siły, by ze mną gdziekolwiek łazić, to idę pobiegać albo zajmuję się czymkolwiek, co może wymagać ode mnie jakiegoś kreatywnego myślenia. Szyję więc, maluję, wycinam szablony.... Tak mi z tym dobrze!
Mam niestety absolutną świadomość, że licencjat woła i czeka na mnie z utęsknieniem...A jak wiadomo wszystko jest świetne dopóki nie staje się obowiązkiem.
Tak więc postanawiam dzisiaj wziąć się za pisanie mądrości, a jako małą rozgrzewkę potraktuję wpis na blogu, by jeszcze na chwilę dać odżyć miłym wspomnieniom ostatnich dni. :)
A w tym przypadku konkretnie jednego dnia.
Dzisiejszy post natomiast mimo wszystko będzie dosyć obrazowy, gdyż w sumie żadnych wielkich nowości tu nie ma.
W niedzielę zorganizowaliśmy miłe popołudnie z dyskusjami i filmami na temat olsztyńskiej kultury, freeganizmu i skłotingu, gdyż od jakiegoś czasu jest nam ten ostatni temat wyjątkowo bliski oraz koncertem .
Nie obyło się bez poczęstunku wegańskiego... och jeju, jakie to wszystko było pyszne!
Zrobiłam tartę i z kreatywną pomocą przyjaciółki muffiny!
Ale jakie! I jaką niesamowitą moc szerzenia radości miały! :D
Przepis na ciacho znajdziecie tu , jest to przepis na ciasto przypominające biszkopt.Jest super proste i wręcz idealne na spody do tortów, rolady, szybkie ciacha owocowe i jak się okazało również muffiny.
Krem to pozostałości z tortu z poprzedniego posta.
Lukier to najzwyklejszy cukier puder z wodą + niebieski barwnik spożywczy.
A żelkowe tęcze można kupić na wagę w Tesco.
Ot, cała magia nyanowych muffinów! :D



niedziela, 19 lutego 2012

TORT !

W sobotę przyleciała do nas z Norwegii kuzynka mojej przyjaciółki S. Postanowiłyśmy więc, oprócz obciachowego powitania na lotnisku z biało-czerwonymi goździkami i transparentami, upiec jej patriotyczny tort ;)
Kocham swoich przyjaciół, którzy ze względu na mnie chętnie zamiast normalnego torta  zjedzą wegańskiego i dzięki którym mogę doskonalić tę dziedzinę sztuki kulinarnej ;D
Wyszedł przeprzepyszny!
A co najważniejsze w końcu wzięłam się w garść i zapisałam proporcje :)
No to lecimy!

Oprócz poniższych składników, które są potrzebne do przygotowania biszkoptu i masy, należy przygotować:

-rum  lub jakąś wódkę albo w wersji bezalkoholowej przegotowaną wodę z sokiem z cytryny
- owoce, którymi chcemy przełożyć biszkopt ( u mnie były to wiśnie i kiwi)
-dżem

Biszkopt 
najlepiej zrobić z przepisu, który podawałam przy okazji biszkoptu z owocami, ale jeszcze raz go powtórzę:

-300g mąki
-200g cukru
-6 łyżek proszku do pieczenia lub 15-gramowe opakowanie
-100ml oleju
-200ml mleka sojowego

Mieszamy ze sobą wszystkie suche składniki, po czym dodajemy margarynę/olej i mleko sojowe i ewentualny aromat i wszystko mieszamy na gładką masę.
Wlewamy do formy i pieczemy w 200°C przez około 25-30 minut.



EDIT: Po wielu upieczonych biszkoptach, z czystym sumieniem, również do tortu, polecam przenajlepszy biszkopt według I can't believe it's vegan. Serio. Nie czuć tak proszku do pieczenia jak w przepisie, który podawałam poprzednio i jest też znacznie smaczniejszy. Jako że tort jest dosyć eksploatowanym przepisem na blogu podaję przepis też tutaj. Oto i on:


"2 szklanki mąki
1 szkl. cukru
1 łyżka proszku ( łyżka, nie łyżeczka!)
1/2 szkl. oleju
1 szklanka mleka roślinnego ( z wodą też wychodzi)"

Składniki proszę ładnie połączyć i piec około 40 minut w 180 stopniach.


I odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Ja upiekłam dwa takie biszkopty, gdyż zależało mi na tym, by tort był wysoki.


Teraz masa.
Potrzebujemy do niej:


-1l mleka sojowego
- około 8 łyżek mąki ziemniaczanej
- około 1,5 kostki margaryny wegańskiej, np. Alsan, o temperaturze pokojowej, więc dobrze wyjąć ją wcześniej z lodówki.
- cukier
- aromat migdałowy lub inny



Z 1 litra mleka odlewamy sobie pół szklanki, a resztę zagotowujemy w rondelku. Do mleka w szklance dodajemy mąkę ziemniaczaną i dobrze mieszamy, najlepiej widelcem, żeby nie było grudek. Gdy mleko w rondelku zacznie parować powolutku dodajemy naszą miksturę z szklanki, caaały czas mieszając. Zacznie nam się tworzyć budyń. Musi on być bardzo gęsty. Praktycznie powinno powstać coś na kształt ogromnego, budyniowatego gluta ;) Jeżeli stwierdzimy, że jest jeszcze zbyt rzadki, rozpuszczamy jeszcze nieco mąki ziemniaczanej w mleku sojowym i dodajemy do rondelka.
Gotowy budyń odstawiamy do całkowitego ostygnięcia. (Musi być naprawdę zimny, a w czasie, gdy będzie stygł warto go co jakiś czas przemieszać).

W tym czasie możemy zająć się ostygniętym biszkoptem. Każdy z nich ostrożnie przecinamy wzdłuż na pół, tak by powstały, tak jak w moim przypadku, w sumie cztery placki. Gdy gdzieś mamy jakąś nierówność, to wycinamy ją nożem. Placki powinny być mniej więcej płaskie i równe.
Każdy z nich nasączamy alkoholem lub jakimś zastępnikiem.

Wracamy teraz znowu do masy. Pod warunkiem, że budyń jest już całkowicie zimny !

Bierzemy nasze 1,5 kostki margaryny i miksujemy kilka minut na idealnie gładką masę.
Teraz łyżka po łyżce dodajemy budyń, cały czas miksując i oceniając gęstość masy.
Powinna być zwarta. Ja dodałam cały budyń, ale może się zdarzyć, że wam nieco zostanie.

Wtedy mówi się trudno, ale sposób dodawania budyniu do margaryny, a nie odwrotnie eliminuje niebezpieczeństwo dodawania coraz większej ilości margaryny wegańskiej, o którą przecież ciężko u nas ;)
Po prostu, gdy stwierdzimy, że masa będzie się trzymała biszkoptu, przestajemy dodawać
 budyniu, aczkolwiek z podanych przeze mnie proporcji powinno styknąć wszystkiego. :)

Teraz do masy dodajemy cukru, tyle ile kto lubi i aromat.
Gotowe! :)

Bierzemy teraz jeden z placków, najlepiej taki, który jest od spodu przypieczony. Smarujemy go masą, nakładamy owoce, bierzemy kolejny placek, który smarujemy z jednej strony dżemem i tą stroną kładziemy na owoce, a drugą stronę smarujemy znowu masą i układamy na nim owoce. I tak w kółko, aż do ostatniego placka.
Gdy już będziemy mieli biszkoptową piramidę, mniej więcej taką jak ta:


zaczynamy ubierać tort w pozostałą masę. Pomagamy sobie płaskim nożem lub specjalną szpachelką czy szpatułką do tortów. Wszystko ładnie wygładzamy, od czasu do czasu zanurzając szpatułkę w szklance letniej wody.
Ozdabiamy według własnej wyobraźni! 

A oto moje pyszne cudo, według projektu S, bo co jak co, ale to ona wpadła na pomysł patriotic cake'a  ;)


Truskawki o tej porze roku to dla mnie z reguły zło, ale czego się nie robi dla zadowolenia oczu. ;)


A robienie tortu = syf i chaos w kuchni. Jak dobrze jest wtedy mieć obok miłą osóbkę, która rzekomo bardzo lubi zmywać naczynia. ;)


środa, 15 lutego 2012

Super rozgrzewająca zupa pieczarkowa

Szybka w przygotowaniu i tak rozgrzewająca, że aż dostałam wypieków na policzkach ;))

Jutro Tłusty Czwartek, a ja mam w sobie jakiś wewnętrzny bunt wobec wszelakich świąt i gdy wszyscy pieką słodkości, ja zupełnie nie mam na to ochoty.
Ale cóż... kupiłam dzisiaj takie słodkie formy silikonowe do ciacha i muffinów w kształcie serca,  że jeszcze sama nie wiem jakie szaleństwo mnie jutro ogarnie ;)

Póki co zamierzam dalej zajadać się poniższą zupką :D

-300g pieczarek
-1 cebula
-150g makaronu (typu świderki lub łazanki)
-2 łyżki śmietany roślinnej
-garść świeżej pietruszki
-ok. 1,5l bulionu warzywnego

Cebulę kroimy i podsmażamy. Pieczarki myjemy, czyścimy, kroimy w plasterki i dorzucamy do cebuli.
Wszystko dusimy około 15 minut i dodajemy do wcześniej przygotowanego bulionu. Zagotowujemy.
Do gotującej się zupy dodajemy makaron. Gdy będzie już miękki doprawiamy do smaku solą, pieprzem i wrzucamy pietruszkę. Na koniec dodajemy śmietankę.
Smacznego! :)