Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Zapiekana zupa cebulowa

Cebulowy, cebulak, cebulandia... kocham cebulę i... kocham francuskie filmy, nie mogłam zatem oprzeć się zweganizowanej zapiekanej pod ciastem francuskim cebulowej zupie! :)
Od sylwestra do  niedzieli włącznie codziennie spotykałam znajomych raz moich, raz pana Selera. Odkąd skończyłam studia dawno nie miałam takie natłoku spotkań :D
Oczywiście była też okazja do ugotowania czegoś smacznego, bo jak wiadomo jedzenie zawsze smakuje lepiej primo, gdy jest ładnie podane, a secondo, gdy spożywamy je w większym gronie. Osobiście dodam jeszcze subtelną muzykę tle i żółte punktowe światło i już jest zupełnie medżik ;)
Nawiązując jednak do tytułu posta, to gdy w powietrzu unosi się zapaszek zapiekanej cebuli i ciasta francuskiego, to już jest w ogóle super truper, prima balerina.

Abyście mogli przygotować taką zupę nie potrzebujecie zbyt wielu składników-jej sekret tkwi przede wszystkim w prostocie składników, wykonania oraz... miseczkach żaroodpornych.


piątek, 4 października 2013

Jesień, kabaczki i pomidory

W końcu! Post już wisiał w roboczych prawie dwa tygodnie, nie mogłam znaleźć kabla, zgrać zdjęć, blablabla...
Ale do rzeczy :)

Nawet nie wiem kiedy to minęło, kiedy zaczęły żółknąć liście, kiedy zaczął padać deszcz, słońce i niebo przybrało odcień jesienny, kiedy nie zdążyłam popływać w jeziorze, kiedy sierpień powiedział mi "do zobaczenia za rok",kiedy wyciągnęłam jesienne buty, swetry i kiedy wieczorami zaczęłam czuć na twarzy zimowy powiew wiatru. Uwielbiam jesień. Wrzesień to zdecydowanie mój ulubiony miesiąc w roku. Od kiedy jednak jestem zmuszona spędzać jesień w mieście nie bardzo ją czuję, tym bardziej ucieszyłam się, gdy tydzień temu pojechaliśmy na dwa dni na wieś ze znajomymi. Kilkugodzinny spacer po lesie, szukanie grzybów, mnóstwo zwierząt wokół, smak kwaśnych, zimnych jabłek, wspólne pieczenie pizzy z uzbieranymi grzybami, wieczorne ognisko. W końcu poczułam moją ukochaną jesień i... zatęskniłam za domem, za lasem, za moimi futrzakami. Może kiedyś będę miała takie szczęście, by stworzyć takie swoje miejsce, gdzie będę mogła się cieszyć z jesieni co roku i wdychać radośnie chłodne, jesienne powietrze, czytając opatulona w koc książkę na ganku ;D
Kulinarnie starałam się w ciągu ostatnich dwóch już w sumie prawie miesięcy jak mogłam. Pierwszy raz zmierzyłam się z wekowaniem i już to uwielbiam :D Gdyby tylko moja obecna kuchnia na mojej obecnej stancji tylko na to pozwoliła z pewnością powstałoby o wiele wiele więcej słoików. A tak, wykorzystywałam na to dni spędzone w rodzinnym domu, gdzie kuchnia pozwala na takie eksperymenty.
Powstały między innymi ogóreczki z chilli, fasolka szparagowa w sosie, trochę musu jabłkowego z przydomowej dzikiej jabłonki i na życzenie pana Selera sojaki a la śledź w octowej zalewie, niestety jednak nie udało mi się dorównać jego smakowym wizjom z lat młodzieńczych, gdy skosztował tak przygotowane przez mamę kolegi kotlety sojowe. Mi tam smakują.W związku z tym resztę słoików zostawię sobie na zimowe lunche w pracy :)
Ostatnio dostaliśmy też od mamy Selera dwa wielkie kabaczki, z mniejszego zrobiliśmy pyszną zapiekankę, na którą podam wam dziś przepis, zacznę jednak od pierwszego dania. Rzadko mi  się to zdarza, ale czasami uda mi się ugotować obiad z prawdziwego zdarzenia, jak na panią domu przystało, dwudaniowy. Z zupą jako pierwsze danie. A do tego tym razem była to pomidorówka! :)
Niby nic wielkiego, ale ja zupy gotuję raczej rzadko, ale ta zachwyciła mnie tym, że została wykonana serio w 100 procentach z pomidorów + przyprawy. A do tego cudowna śmietanka migdałowa. :)

ZUPA POMIDOROWA Z ŚMIETANKĄ MIGDAŁOWĄ

Składniki:

zupa:
-ok. 1 kg pomidorów ( sklepowe jeszcze są spoko, więc do dzieła! Chyba że ktoś ma dostęp do ogródkowych, to zupa będzie jeszcze milion razy pyszniejsza :)
-1 średnia cebula
-2 ząbki czosnku
-przyprawy: sól, pieprz, bazylia, tymianek, szałwia

śmietanka:

-garść migałów, mogą być np. w płatkach, bo je często łatwiej jest dostać w jakimś osiedlowym sklepie :)
-kilka łyżek wody


Cebulkę podsmażamy aż się zeszkli, dodajemy pokrojone drobno ząbki czosnku i jeszcze chwilę smażymy. W międzyczasie sparzamy pomidory, obieramy je ze skórek i kroimy w ćwiartki.
Wrzucamy do garnka i gotujemy około 20 minut na wolnym ogniu.
Pod koniec dodajemy przyprawy. Ja dodałam sól, pieprz czarny, tymianek, troszeczkę szałwii oraz bazylię.
Jeszcze chwilę gotujemy, by przyprawy się przeżarły i następnie miksujemy na krem blenderem.

Migdały miksujemy z wodą, tak by powstała przypominająca gęstą śmietanę konsystencja.

Zupę podajemy delikatnie polaną śmietanką migdałową.




No dobrze, to teraz mogę wam podać przepis na zapiexa kabaczkowego.
Oczywiście zamiast kabaczka można użyć cukinii lub bakłażana, ale jako że zaobserwowałam, że wszyscy ostatnio zostają obdarowywani kabaczkami, to niech będzie kabaczek :)

W zależności od wielkości kabaczka proporcje nam się zmienią.

Na średniej wielkości kabaczka, oprócz średniej wielkości kabaczka, potrzebujemy: :)
-około 4 pomidorów, najlepiej słodkie i soczyste, jeszcze można takie znaleźć.W supermarketach powoli pojawiają się te wodniste, więc warto odwiedzić jakiś targ lub warzywniaczek, tam są jeszcze spoko.
-mąkę
-bułkę tartą
-przyprawa do gyrosa
-roztarte dwa ząbki czosnku lub czosnek granulowany
-200g wędzonego tofu
-sól, pieprz

Kabaczka kroimy na plastry grubości około 1cm. Można jeszcze usunąć pestki, ja o tym zapomniałam, nie było jakiejś tragedii, ale jeżeli komuś bardzo to przeszkadza, to niech lepiej usunie. Bułkę tartą z mąką mieszamy mniej więcej w proporcji 1:1 (np. pół szklanki mąki : pół szklanki bułki)  i dodajemy pół paczuszki przyprawy do gyrosa. Plastry kabaczka otaczamy w panierce i smażymy na złoty kolor. Pomidory kroimy w plastry. I teraz tak: wyciągamy formę, naczynie żaroodporne, coś w tym zamierzamy robić zapiekankę i układamy warstwowo - kabaczek, pomidory, tofu i przyprawy: sól, pieprz, liść lubczyku ;) i tak dalej aż skończą nam się składniki. Mi wyszły dwie warstwy, na samym wierzchu położyłam jeszcze warstwę kabaczków.
Podajemy z sosem pomidorowym i kaszą gryczaną.
Jest naprawdę pyszne!






Śmietanka migdałowa nadaje się też doskonale do porannych naleśników z najlepszymi powidłami mamy.
Natomiast najlepsze poranne naleśniki robi nikt jak pan Seler, który oczywiście łaskawie mógłby się wziąć za napisanie posta jakiegoś skoro tak pysznie sobie razem jemy ;)








No i moje urodziny jakoś tak po drodze się pojawiły. Tym razem bez torta, ale nadrobiłam to kilka dni później w Berlinie ;)
Bez słodyczy jednak się nie obyło, przyjechały do mnie dwa kawałki szarlotki z Avocado w Gdańsku.
Specyficznie jak dla mnie, nieco indyjsko przyprawionej, ale dobrej!
I muffiny od siostry w kartoniku pełnym suszonych pachnących liści i owoców z ogródka.
Jak sama podkreśla była to wersja awaryjna, bo planowała dla mnie tort ♥ , który jednak nie przeżyłby podróży pociągiem. :)




Oprócz tego w czasie od napisania tego posta aż do zgrania zdjęć sporo się ugotowało, no i relacja z Berlina czeka - część fot jest w wersji analogowej, ale to po kolei jakimś  następnym razem.




poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Udajmy, że jest dziś wiosna

a równie dobrze moglibyśmy udawać, że jest jesień, jedząc mocno rozgrzewającą zupę.
Och, jakże tego dzisiaj potrzebowaliśmy!
Bo wiosna jest dziś jesienna i nawet kot spogląda smutno w okno, kicha i śpi.



Składniki:

-1,5 litra bulionu warzywnego
-4 wielkie ziemniaki
-nieco makaronu
-1,5 szklanki grochu łuskanego, połówki
-marchewkę
-trochę groszku konserwowego, bądź świeżego
-dużą cebulę
-dużo, dużo świeżej pietruszki
-przyprawy: tradycyjne, bo sól, pieprz ziołowy, majeranek i szczypta Indii - garam masali

Co jest do pokrojenia kroimy w kosteczkę. Ziemniaki spokojnie na większe kawałki, osobiście tak lubię najbardziej. Ziemniaki, marchewkę, groch wrzuamy do bulionu i zaczynamy gotować. Potem po kolei z odstępami czasu wrzucamy makaron, zielony groszek. Cebulę przysmażamy i również dajemy do gara. Na koniec pietruszkę i przyprawy. Jeszcze chwilę gotujemy.
Na talerzu podajemy posypaną śmiałą garścią rukoli.

Do tego zrobiłam paszteciki...
Jeżeli miałabym wymienić smak, który kojarzy mi się z zeszłym latem, to po oliwkach zdecydowanie byłaby to ... musztarda dijonska :) Jedzona leniwie z pomidorem na kanapkach, smarowanych na na wylotówce z Pragi lub w przemokniętym namiocie na festiwalu.
Od tamtej pory polubiłam ją jeszcze bardziej.
Dzisiaj w sklepie chwyciłam słoiczek.

Zasady prostsze być nie mogą, ale paszteciki dodadzą niezłego smaczku każdej zupie. A na przekąskę też są niczego sobie.
Chwyćcie:
-paczkę gotowego ciacha francuskiego ( sprawdzajcie składy! )
-kilka łyżek musztardy dijonskiej
-opcjonalnie:  pokrojoną drobniutko cebulę

Wycinamy w cieście kwadraciki, smarujemy musztardą, wrzucamy cebulkę, sklejamy i do piekarnika!
Pieczemy w około 180 stopniach aż będą ślicznie brązowe.


A w czwartek odwiedziliśmy stolicę. Cieszę się, że mam znajomych, którzy mimo na przykład bolących stóp   zejdą ze mną pół miasta w poszukiwaniu dobrego wegańskiego żarełka. Nie wnikam, czy rozumieją tę fascynację, choć wegetariańska część grupy na pewno bardziej. O wegańskiej nie wspominając ;)
W każdym razie odwiedziliśmy w końcu to miejsce:

Zamówiliśmy prawie wszyscy seitanexy z sosem musztardowym i ostrym....
pycha!
Obawiałam się tego, czy najem się w ogóle jednym burgerem, gdyż serio wpadłam tam na totalnym głodzie, ale trzymało mnie cały długi wieczór.
I tak dobrze mi było, tak dobrze :)
Choć cena jest nieco wygórowana, rozumiem to doskonale. W końcu Krowarzywa jeszcze młoda jest i życzę jej na przyszłość jak najlepiej! :)

seitanex
no i taka pamiąteczka z Krową.





Buła    :)




wtorek, 18 grudnia 2012

Zupa zimowa - soczewicowa!

Zima i święta udzielają mi się na dobre, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Unikam sklepów, jedyne co zamierzam kupić przed powrotem do domu to klocki Jenga :D, by spędzić święta grając w planszówki i szyjąc kieckę z odpadków na przedsięwzięcie, które zaplanowaliśmy z moją grupą artystyczną na styczeń.
Tydzień z dala od codzienności studiów to mało, ale mam nadzieję, że zmiana dobrze mi zrobi i że uda mi się wszystko zrealizować.
No i potrzebuję raz na jakiś czas zmiany otoczenia.
Ostatnio dobrze zrobiło mi nawet przeniesienie się z pokoju do kuchni.
I czuję, że mam za zadanie zarazić pozytywnym myśleniem i uśmiechem tych, którym ostatnio tego brakuje.

I tak więc skoro zimę poczułam po całości, to lubuję się w swetrach, robótkach ręcznych, grubych skarpetach w renifery i wszystkim, co rozgrzewające!
Radio w kuchni przełączyłam na chillout i jazz, wyciągnęłam cynamon, goździki, zapaliłam waniliowe świeczki.
Ze znajomymi odwiedzam olsztyńskie kawiarnie popijając świąteczne wersje kaw i grzańce i gramy w planszówki, które nawet z zewnątrz wyglądają na całkiem inteligentne i wymagające nie lada myślenia! ;)
Dobrze mi, wszystko dookoła nastraja mnie, ale nie w ten typowy świąteczny klimat tylko tak... w odpowiednim stopniu ;)
Po tygodniu kryzysu, który był po prostu tygodniem, gdy bezmyślnie wracałam z zajęć i nie robiłam nic co mogłoby być produktywne dla innych i dla mnie samej, nastał znowu czas, gdy nad wieloma sprawami się zastanawiam, wiele spraw doceniam, znajduję wiele nowych rzeczy, które mogą mnie zainspirować i cóż...mam ochotę wszystkich przytulać :D
Po prostu, tak sama z siebie, bez większej przyczyny. :)





A skoro o rozgrzewaniu i o zimie, to co zimę potwierdza się, że nie ma chyba bardziej rozgrzewającej i prostszej zupy od dobrze przyprawionej zupy soczewicowej.
A no tak!

- litr bulionu warzywnego
-szklanka zielonej soczewicy
-5 małych marchewek lub 2-3 większe
-duża cebula
-6 średnich ząbków czosnku
-przyprawy: sól, pieprz, bazylia, szczypta imbiru

Do bulionu wrzucamy marchewkę, chwilę później soczewicę.
Zostawiamy, niech się gotuje spokojnie na niewielkim ogniu.
W tym czasie smażymy cebulkę aż się zeszkli i pokrojony na drobne kawałki czosnek. Solimy wszystko smażąc.
Po jakimś czasie, gdy marchewka będzie już w miarę dodajemy cebulkę i czosnek do zupy.
Mieszamy i dodajemy resztę przypraw według uznania.
Jeżeli ktoś lubi, to można śmiało dodać też inne przyprawy.
Na przykład dla super rozgrzania szczyptę chilli ;)
Gotujemy jeszcze chwilę, sprawdzając stan marchewki i soczewicy.




Gdy wrócę do domu mam nadzieję, że pojawią się też w końcu jakieś wypieki!

Przy okazji polecam również świąteczny numer Vege, gdzie znajdziecie rozdział z super rozgrzewającymi przepisami no i skromnie przyznam - moim artykułem, będący także pierwszym, który ujrzał światło dzienne, o sztuce zaangażowanej :)

Aaa i w Lidlu pojawiły się ostatnio różne syropy do kaw.
Wybrałam smak orzecha laskowego - do latte idealne!





No a skoro dzisiaj tak słodko i milusio i bajeczni i w ogóle pucipuci, to pośpiewajmy razem z Roszpunką ♥






poniedziałek, 3 grudnia 2012

Tyrolska zupa ziemniaczana

Kuchnia tyrolska jest kuchnią wysokokaloryczną, powiedzielibyśmy, że tradycyjną, gdzie spotkać można wszystko co jest totalnym przeciwieństwem weganizmu w jednej potrawie.
A ja właśnie lubię takie wyzwania i tak samo jak od jakiegoś czasu zbieram ciekawe przepisy typowo mazurskie, by potem wykreować ich wegańskie wersje, tak również ta zupa była taką małą improwizacją na temat tradycji.

Łapcie super rozgrzewającą, sycącą oraz tanią i łatwą w wykonaniu zupę ziemniaczaną po tyrolsku :)

Wyłóżcie na stół:

-600g ziemniorów
-1 większą cebulę
-sól
-pieprz
-około 700ml mleka sojowego naturalnego - naturalnie ;)
-na oko 3 łyżki różnych ziół, np. estragonu, tymianku, pietruszki, majeranku
-szczypta gałki muszkatołowej
-cztery kromki chleba

Ziemianki obieramy i kroimy w kosteczkę.
Rozgrzewamy olej w garnku, w którym będziemy przygotowywać zupkę i wrzucamy również pokostkowaną cebulę, którą smażymy aż się zeszkli, wtedy dodajemy ziemianki i również krótko je smażymy, cały czas mieszając, by nie przywarły do dna.
Następnie dolewamy około 150ml wody i wszystko gotujemy na niewielkim ogniu przez około 20 minut.
Po upływie tego czasu, przyprawiamy wszystko solą i pieprzem według uznania.
Teraz wyciągamy blender i wszystko rozdrabniamy aż do uzyskania kremu ( spokojnie mogą pozostać pojedyncze kawałki ziemniaków - osobiście lubię kiedy potrawa ma zróżnicowaną strukturę, jest wtedy ciekawsza dla podniebienia, przynajmniej mojego;)
Uzyskany krem ponownie doprowadzamy do wrzenia i powoli dodajemy mleko, cały czas mieszając.
Teraz już tylko wrzucamy przyprawy i gałkę muszkatołową.

Kromki chleba kroimy kosteczkę i pięknie smażymy na oliwie aż będę chrupiące.

Am, am. :)




A na koniec Tangled Lines me ulubione, bo znalazłam dzisiaj filmik z ich występu na Fluff Feście :))




środa, 15 lutego 2012

Super rozgrzewająca zupa pieczarkowa

Szybka w przygotowaniu i tak rozgrzewająca, że aż dostałam wypieków na policzkach ;))

Jutro Tłusty Czwartek, a ja mam w sobie jakiś wewnętrzny bunt wobec wszelakich świąt i gdy wszyscy pieką słodkości, ja zupełnie nie mam na to ochoty.
Ale cóż... kupiłam dzisiaj takie słodkie formy silikonowe do ciacha i muffinów w kształcie serca,  że jeszcze sama nie wiem jakie szaleństwo mnie jutro ogarnie ;)

Póki co zamierzam dalej zajadać się poniższą zupką :D

-300g pieczarek
-1 cebula
-150g makaronu (typu świderki lub łazanki)
-2 łyżki śmietany roślinnej
-garść świeżej pietruszki
-ok. 1,5l bulionu warzywnego

Cebulę kroimy i podsmażamy. Pieczarki myjemy, czyścimy, kroimy w plasterki i dorzucamy do cebuli.
Wszystko dusimy około 15 minut i dodajemy do wcześniej przygotowanego bulionu. Zagotowujemy.
Do gotującej się zupy dodajemy makaron. Gdy będzie już miękki doprawiamy do smaku solą, pieprzem i wrzucamy pietruszkę. Na koniec dodajemy śmietankę.
Smacznego! :)